Ustawa Karta nauczyciela

Od wielu lat toczą się spory dotyczące nie tylko kształtu obecnej Karty nauczyciela i potrzeby jej stałego dostosowywania do współczesnej rzeczywistości oświatowej, ale także dyskusje na temat sensu istnienia tego typu dokumentu – w końcu przyjętego jeszcze w stanie wojennym.

  • Czy nowa Karta nauczyciela może być receptą na unowocześnienie polskiej szkoły?
  • Czy któraś z kolei nowelizacja Karty nauczyciela faktycznie może poprawić warunki pracy i płacy polskich nauczycieli?
  • Czy Karta nauczyciela nie powinna uwzględniać przede wszystkim interesu dydaktyczno-wychowawczego dzieci i młodzieży?

To są dylematy, które od dłuższego czasu ożywiają debatę w środowiskach związanych z oświatą. Niestety, dotychczas żadnego kompromisu nie zdołano wypracować. Co więcej, nie jesteśmy nawet bliżej jego osiągnięcia niż w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to zaczęto głośno mówić o konieczności gruntownej reformy Karty nauczyciela.

Ilekroć opracowywana jest nowelizacja Karty nauczyciela i dyskutowane są zmiany w Karcie nauczyciela, ujawniają się silne grupy interesu, które instrumentalizują ten dokument i podporządkowują ją własnym ograniczonym interesom. Oczywiście, pojawia się pytanie, czy jest to tylko i wyłącznie wada tej ustawy, czy może raczej niedomaganie polskiego systemu oświaty, który wymusza antagonizmy pomiędzy kilkoma podmiotami zaangażowanymi w funkcjonowanie szkół i przedszkoli, zwłaszcza w trójkącie pomiędzy silnymi nauczycielskimi związkami zawodowymi, odpowiedzialnymi za współfinansowanie edukacji samorządami gminnymi, a decydującym o systemowych rozwiązaniach Ministerstwem Edukacji Narodowej.

W tle tych napięć znajdują się, rzecz jasna, pieniądze, a w zasadzie ciągły ich deficyt w oświacie. Tak się złożyło, że Karta nauczyciela stanowi akurat to pole, w którym ogniskują się – bardzo często sprzeczne – interesy tych grup. A przecież w tej układance brakuje tych, których dobro powinno być traktowane priorytetowo – uczniów i ich rodziców…